Co ja tu właściwie robię?

Trochę mi zajęło rozkręcenie się z tym pierwszym wpisem, ale w końcu jest! Jestem i ja –  na imię mam Kasia i chciałabym tutaj dzielić się z Wami swoim małym kawałkiem podłogi, a właściwie to biurka, bo to na nim powstaje większość moich prac – portretów na zamówienie, kartek, a nierzadko po prostu własnych wizji rzeczywistości. Na wstępie wypadałoby chyba uchylić nieco rąbka tajemnicy i napisać, kim ja właściwie jestem i czego tu chcę. Odpowiedź na to drugie pytanie jest prosta – chcę rysować i robię to odkąd skończyłam 8 lat. A dokładniej, odkąd zachorowałam na zapalenie wyrostka. Żeby jakoś umilić sobie wtedy czas rekonwalescencji leżałam w łóżku i z nudów, zamiast zapełniać kolorowanki, po prostu je przerysowywałam. Tak odkryłam, że lubię i potrafię posługiwać się kredkami.

Od tamtej pory, częściej lub rzadziej, zawsze coś powstawało na przypadkowych skrawkach papieru. W szkole średniej na ostatniej stronie moich zeszytów tworzyły się postacie, zdarzenia, komiksy, które jakoś pozwalały przetrwać do wyczekiwanego dzwonka, a w pamiętnikach, które prowadziłam przez cały ten czas, roiło się od ilustracji, którymi oprawiałam codzienne notatki. Na studiach podczas dłużących się wykładów z filozofii albo łaciny tworzyłyśmy z koleżanką komiksy, które do tej pory, gdzieś tam kurzą się w zeszytach.

Aż w końcu, po tym jak rzuciłam studia, rzuciłam też rysowanie. Na ładnych parę lat zapomniałam o tym, ile radości dawało mi tworzenie. Pochłonęły mnie jakieś niby dorosłe sprawy i próby ułożenia sobie życia. Te próby się wtedy nie udały, ale w międzyczasie znowu uśpiony gdzieś we mnie instynkt, postanowił się obudzić i nagle odkryłam magię akwareli! Kocham je do teraz, miłością trudną i wciąż nie wiem czy odwzajemnioną. 

Uwielbiam kolorować nimi rzeczywistość, trochę ją zaczarowywać i uwieczniać te małe momenty w życiu.

A w moim życiu te momenty, to przede wszystkim rodzina. Przy rocznym synku nie narzekam na brak zajęć. Zawodowo sprzątam klocki z podłogi; osłaniam rękami kanty stołów i mebli; improwizuję, śpiewając autorskie kołysanki; wyprowadzam nas na spacery w najmniej dogodnych momentach, kiedy akurat zbiera się na deszcz, a w międzyczasie staram się wypić kawę zanim stanie się całkiem zimna.

Za to wieczorami, kiedy dom jest uśpiony i nawet kot znajdzie sobie już dogodne miejsce na sen, siadam przy biurku i po cichutku chwytam za farby. Wtedy pracuje mi się najlepiej. Mimo że oczy pieką, a głowa domaga się poduszki, siadam, wsłuchuję się w senny oddech domu i przenoszę pomysły na papier. Nie tworzę idealnych dzieł, nie skończyłam żadnej szkoły plastycznej. Jedyne czym dysponuję to jakiś talent, odziedziczony chyba po tacie i lata praktykowania dla samej siebie, gdzieś na tyłach licealnych zeszytów. Wciąż się uczę, inspiruję, szukam i cieszę, kiedy to co robię podoba się też innym. Kiedy mogą odnaleźć w tym tez swój świat. Dlatego jeśli dotrwałeś do tego momentu opowieści, to bardzo Ci dziękuję. Mówię tu o sobie, bo wiem, jak ważne we wzajemnej współpracy jest zaufanie.

Ty dajesz mi swoją historię, żebym przełożyła ją na papier, namalowała według własnej wizji, wiec ja tutaj będę starała się pokazać ten swój świat, w którym ona powstaje. Chcę przy tym, by był przytulny i nieco zaczarowany. To co, dasz się zaprosić? 😉

K.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *